Posty

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził

Od dwóch miesięcy jestem na diecie. Pani dietetyk jest ze mnie dumna, że się pilnuję i ładnie tracę na wadze. Pewnej niedzieli znajomi namówili mnie na fast food. Był to lokal, którego jeszcze nie znaliśmy, ale opinie w internecie dawały nadzieję na to, że można smacznie zjeść. Złamałem się, pojechałem i zamówiłem sobie dość sporego burgera. Nie żałowałbym tego, że tego dnia postąpiłem wbrew moim nowym nawykom żywieniowym, gdyby był pyszny. Niestety się zawiodłem. Teraz mam kaca moralnego, nie dość, że dwa miesiące porządnej diety zostały na chwilę zaburzone, to do tego na coś, co nie było tego warte. Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził.

Nie jestem stereotypową dziewczyną

Nie jestem typową dziewczyną. Lubię wyglądać kobieco, podobać się facetom i dbać o siebie, ale moim hobby nie są jednak paznokcie, zakupy itp. Ja uwielbiam spawać. Tak, jestem spawaczką. Na kursie na który się zapisałam byłam ja i dwunastu facetów, którzy się ze mnie naśmiewali po kątach, że jak to baba może spawać. No właśnie mogę, bo nikt mi nie zabroni. Od zawsze lubiłam majsterkować, a zamiłowanie do spawania odziedziczyłam po tacie, który w tej profesji pracuje od trzydziestu lat. Zrobiłam kurs, na którym byłam najlepsza. Jak chłopaki zobaczyli moje spawy, to aż im głupio było. Po skończonym kursie poszłam za ciosem i otworzyłam firmę zajmującą się spawaniem. Elementy ogrodzeń, barierki i wiele, wiele innych to dla mnie żaden problem. Chciałam namówić mojego tatę, aby przyszedł do mnie do firmy pracować, bo jest dobrym fachowcem, ale odrzekł, że dobrze sobie radzę i nie ma sensu, żeby mi się wtrącał, a tego obawiał się najbardziej, żebyśmy się nie zaczęli kłócić, gdybyśmy mieli odrębne zdanie w jakimś temacie. Mimo to zawsze służy mi radą. Skoro tata nie chciał przyjść do mnie do pracy to musiałam zatrudnić kogoś innego. Na ten moment zatrudniam już trzech pracowników, z czego dwóch było ze mną na kursie. Niby kurs robiliśmy ten sam, ale przed nimi jeszcze dużo nauki. Już się ze mnie nie śmieją, teraz muszą się mnie słuchać, przecież dla mnie pracują.

Hodowla

Mam hodowlę krewetek karłowatych. Dla niewtajemniczonych są to krewetki, które hoduje się w akwarium tak jak rybki. Moja hodowla liczy w tym momencie dwadzieścia zbiorników po pięćdziesiąt litrów każdy. Zdarza się, że pomimo regularnych zabiegów pielęgnacyjnych jakaś krewetka zdechnie, ale są to raczej sporadyczne przypadki. Jakie było moje zdziwienie jak podczas karmienia zauważyłem, że w jednym zbiorniku wszystkie krewetki zdechły. Nie było ani jednej żywej. Woda miała dziwny kolor. Zastanawiałem się co to takiego. Szukałem w internecie wiadomości, jednak nikt nie spotkał się wcześniej z takim przypadkiem. Wieczorem moja żona powiedziała mi, że nasz sześcioletni syn musi ze mną porozmawiać. Okazało się, że pił sok pomarańczowy i pomyślał, że krewetki też by chciały się napić, a nie cały czas wodę, w której pływają. On też wody nie lubi, to może im też nie smakuje. Wytłumaczyłem mu, że taki sok szkodzi, że one mogą żyć tylko w wodzie bez dodatku takich urozmaiceń. Teraz już wie, że nie może nic robić przy mojej hodowli. Ja dla pewności postanowiłem zamykać pomieszczenie, w którym mam hodowlę na klucz, gdy nie ma mnie w pobliżu. W całej tej historii pocieszające jest to, że postanowił napoić moje krewetki tylko w jednym akwarium. Gdyby tak zrobił w każdym to straty finansowe byłyby ogromne.

Family Frost

Będąc małym dzieckiem nie mogłam się doczekać, aż usłyszę chyba każdemu znaną melodię z samochodu Family Frost. Oznaczało to, że mama na pewno kupi nam lody. Zawsze tak robiła. Kiedy te samochody stały się rzadkością, nagle zaczęło mi czegoś brakować w moim dziecięcym życiu. Postanowiłam sobie, że jak dorosnę to będę miała taki samochód i będę rozwoziła nim lody dla dzieci, aby nie były smutne jak ja. Minęło sporo lat, marzenia o samochodzie z lodami nie spełniłam, ale sprzedaję lody dzieciom. Mam własną kawiarnię, w której sprzedajemy lody rzemieślnicze, ciasta własnej produkcji i przepyszną kawę. Marzenia się spełniają nie zawsze dokładnie tak, jak sobie wyobrażamy, czasami jest o wiele lepiej tak, jak w moim przypadku.

Uroki pracy w przedszkolu

Jestem przedszkolanką z piętnastoletnim stażem. Kocham moją pracę, ale mam dość rodziców dzieci, którymi się zajmuję. Wiem, że każdy rodzic uważa swoje dziecko za najmądrzejsze i pełne talentów, to nawet rozumiem. Najgorzej jest jak przedszkole organizuje jakikolwiek konkurs tematyczny. Nieważne czy to konkurs zimowy, jesienny czy jakikolwiek inny, w każdym biorą udział wszystkie dzieci, nawet jak nie chcą. Nie raz słyszę, jak mały Maciuś mówi, że nie chce robić wyklejanek na temat „Pani Wiosna” a jego mama mu na to odpowiada, że nie mogą dać satysfakcji mamie Klaudii. Kasia kiedyś się rozpłakała, bo jej praca zajęła drugie miejsce, a jej mama mówiła, że na pewno będzie pierwsza. Przykładów można by mnożyć i mnożyć. Najgorsze jest to, że te prace wyglądają jakby je jakiś Van Gogh albo inny Da Vinci robił. Wszystkie wręcz idealne. Nie wiem czy rodzice płacą komuś za robienie takich arcydzieł czy sami siedzą po nocach,  a my musimy udawać, że to na pewno robiły ich dzieci. Jeszcze parę lat temu, jak ogłaszaliśmy wyniki to czasami jakieś dziecko zapłakało, że nie zajęło wyższej lokaty, teraz jest zbiorowy wrzask, bo przecież każdemu rodzice nagadali, że jest najlepsze i na pewno będzie pierwsze. Kocham moją pracę, ale coraz częściej myślę o zmianie, bo przez tych rodziców to w końcu zwariuję.

Ksiądz dostał objawienia

Mieszkam w małej miejscowości, gdzie ksiądz ma bardzo dużo do powiedzenia. Zawsze, gdy zbliżał się finał WOŚP to grzmiał z ambony, żeby Owsiakowi nic nie dawać, bo bierze tylko dla siebie. Starsze babcie oczywiście słuchały i wolały dać księdzu, zamiast raz w roku wspomóc ten szczytny cel. Ksiądz zachorował i trafił do szpitala na leczenie. Przed następnym finałem wyszedł na ambonę i wszyscy przeżyli szok. Otóż nasz zagorzały przeciwnik Owsiaka powiedział: „Jak wszyscy wiecie jakiś czas temu trafiłem do szpitala i potrzebowałem specjalistycznego leczenia. Tyle razy pomstowałem na WOŚP i pana Jerzego Owsiaka. Okazało się, że ten człowiek naprawdę robi bardzo dużo dobrego, bez jego fundacji mnie by już z wami nie było, ponieważ szpital nie byłby wyposażony w tak specjalistyczny sprzęt, jaki był potrzebny, by mnie wyleczyć. Dlatego podczas najbliższego finału z przyjemnością będziemy gościć przed naszym kościołem wolontariuszy z puszkami, a do tego dopóki będę tutaj proboszczem to w każdą niedzielę finału WOŚP pieniądze z tacy będę przeznaczał na ten szczytny cel”. To mi przypomniało niewiernego Tomasza, który uwierzył, bo zobaczył. Czasami człowiek musi otrzeć się o śmierć, żeby coś zrozumiał.

Zdradzany ojciec

Chodzę do drugiej klasy liceum. Przeważnie w czwartki mama odbierała mnie ze szkoły. Ja kończę wtedy lekcje po godzinie szesnastej, to idealnie jak mama wraca z pracy. Od pewnego czasu wracałem sam autobusem, bo mama musiała zostawać dłużej w pracy. Mówiła, że coś się tam waliło i paliło i trzeba było ratować. W szkole dostaliśmy projekt do zrobienia na biologię, praca w grupach czteroosobowych. Jeden kumpel miał wolną chatę, jego rodzice wyjechali na tydzień do Grecji to mogliśmy na spokojnie zrobić projekt, a jakby zostało czasu to pograć na konsoli. Tata miał mnie odebrać o dwudziestej drugiej. Kolega mieszka na drugim końcu miasta. Pojechaliśmy autobusem do niego, wysiedliśmy i skierowaliśmy się w stronę jego domu. Po drodze mijaliśmy kawiarnię i w środku zobaczyłem coś, a raczej kogoś, kogo nie chciałbym tam ujrzeć. Przy jednym ze stolików siedziała moja mama i całowała się z jakimś kolesiem. Zrobiłem im zdjęcia. Koledzy zachowali się jak na prawdziwych kumpli przystało, nie naśmiewali się, tylko próbowali mnie pocieszyć. Kocham moją mamę, ale muszę powiedzieć o wszystkim ojcu, nie może żyć w takim kłamstwie. Czy się rozwiodą? Tego nie wiem, ale wiem, że w najbliższym czasie moje życie nie będzie takie poukładane jak do tej pory.

Masz historię, która powinna znaleźć się na tej stronie? Napisz do nas!

Imię

E-mail *

Wiadomość *